Forum turystyczneTurystyka forum
BILETY LOTNICZE
° Biura turystyczne
° Baza turystyczna
° Turystyka biznesowa
° Turystyka krajowa
° Turystyka zagraniczna wyjazdowa
° Transport
° Gastronomia
° Turystyka zagraniczna przyjazdowa
° Turystyka na świecie
° Inne związane z branżą
° Temat dowolny






Forum grupa: Biura turystyczne

Wątek: Nieuczciwa Triada?
Autor: Czytelnik IP 83.6.137.*
Data wysłania: 2009-12-17 13:47
Temat: Nieuczciwa Triada?
Treść: A oto relacja z naszych wakacji w zeszłym roku:

Chciałbym się z Wami podzielić moimi doświadczeniami z wycieczki organizowanej przez BP "Triada". Robię to, żeby ostrzec potencjalnych klientów "Triady" w tym również osoby nurkujące. Sam nurkuję i nasz wyjazd w pierwszym tygodniu był wyjazdem nurkowym, a w drugiej połowie miał polegać na zwiedzaniu, jednak były to wakacje surviwalowe. Dodam tylko, że jeśli "Triada " nie rozpatrzy pozytywnie naszych roszczeń i trzech reklamacji złożonych podczas pobytu, sprawa na pewno zakończy się w sądzie.
A więc do rzeczy:
Nasza podróż z "Triadą" do Jordanii, Syrii i Libanu odbywała się od 26 listopada do 10 grudnia 2008 r. Miały to być nasze upragnione wakacje, które zaplanowaliśmy z dużym wyprzedzeniem, rezygnując z dłuższego urlopu latem.
W planie był objazd po Jordanii, Syrii i Libanie w pierwszym tygodniu, a w drugim nurkowanie w Aqabie.
Jest 26 listopada rano 6:30 - no to lecimy…
Przewoźnikiem jest Centralwings, tu bez zastrzeżeń. Normalny standard tanich linii, wszystko ok.
Przed lądowaniem w Ammanie mamy okazję podziwiać stolicę Jordanii z lotu ptaka przez ok. 40 minut. W końcu pilot przez interkom informuje pasażerów, że na lotnisku Marka nie dostał zgody na lądowanie, a że paliwo już się kończy, to podjął decyzję o lądowaniu na Queen Alia, które jest głównym lotniskiem międzynarodowym Ammanu.
Po wylądowaniu siedzimy ok. 1,5 godziny w samolocie. Można było przewidzieć że w takiej sytuacji jest duże zamieszanie, a poza tym nikt na nas nie czeka, bo rezydenci są na tym drugim lotnisku.
Jak do tej pory niby bez winy "Triady", ale chyba coś jest na rzeczy, bo nasze rodziny dzwoniąc do "Triady" w dniu przed naszym powrotem zostały poinformowane, że samolotów z Polski nie chcą już wpuszczać na lotniska w Ammanie. Może ktoś czegoś nie zapłacił… nie wiem.
Tak więc po jakimś czasie wypuszczają nas na lotnisku Queen Alia, po kolejnej godzinie odnajdują się rezydenci i zaczynają się nami "opiekować". Ujawnia się pan Krzysztof D., który przez cały czas siedział w samolocie cichutko jak myszka nie chcąc wkurzać gawiedzi.
Na początku dowiadujemy się, że zamieniono nam kolejność , czyli w pierwszym tygodniu mamy część pobytową, a w drugim objazd ze zwiedzaniem, więc dokładnie odwrotnie niż chcieliśmy.
Tu też nie mam zastrzeżeń, bo wiedziałem z podpisanej umowy, że organizator może dokonać zamiany kolejności, no ale trochę żal bo plany mieliśmy inne i tak dalej… Wiec zaczynamy to sobie jakoś racjonalizować, czekając na rezydentów wypijamy piwko, humory wracają.
Panie rezydentki informują nas, że kolejność zmieniono, bo w następnym tygodniu w hotelu , który sobie wybraliśmy nie ma miejsc. I to też zasadniczo jest prawda. Z tym że jak mówił ks. Tischner, jest cała prawda, tys prawda i gówno prawda. No i w tym przypadku jest to ten trzeci rodzaj prawdy…
Po pierwsze sprawdziliśmy, po drugie w Aqabie jest niski sezon, więc w hotelu jest tak pusto, że przeciągi łeb urywają.
Ale jeszcze nie jesteśmy w hotelu…
Po wyjściu z lotniska zostajemy poinformowani, że niestety do autokaru, który ma nas przewieźć do Aqaby nasza czwórka się nie zmieści, ale nie mamy się o co martwić, bo organizator zadbał o nasz transfer samochodem osobowym.
Tak więc zabieramy nasze walizy w stronę "czarnej szczały", która z prędkością światła ma nas powieźć w stronę naszej upragnionej Aqaby…
Tu kolejny zgrzyt, albowiem pan kierowca zwraca się do pani Anny W. - naszej rezydentki opiekunki tymi mniej więcej słowami:
"Dys lagycz for dys kar noł gut"… no jasne bagaż z nami nie jedzie!
Na szczęście w autokarze znalazło się jedno miejsce, więc jedna z dziewczyn z naszej czwórki zaoferowała się pojechać autokarem i dopilnować by bagaż dotarł na miejsce.
Szczęście mieli również pasażerowie autokaru, bo jak się okazało polskojęzyczny pilot z wycieczką nie jechał, więc dziewczyna pełniła w drodze do Aqaby rolę tłumaczki.
Używając określenia "czarna szczała" na zdezelowaną Mazdę, którą pomknęliśmy na urlop, nie zrobiłem tego przypadkowo. To pani rezydentka poinformowała nas, że w Aqabie będziemy za 2,5 godziny. Pomyślałem sobie: no nieźle, to w końcu prawie 300 km. Ale po 4,5 godzinach podróży z mojego określenia aktualne pozostaje tylko"czarna".
Na miejsce naszego rozpasanego lenistwa wybraliśmy "InterContinental".
Fajne miejsce z prywatną plażą, hotel luksusowy, więc można wybaczyć naszej kochanej "Triadzie" takie drobne potknięcia na początku pobytu. Nurkujemy w sprawdzonej bazie, jedna z pań kończy robić OWD. Dzień po dniu idylla przeplata się z sielanką, a przed nami wciąż jeszcze cudowny tydzień zwiedzania.
Słońce zachodzi nad Jordanią 2 grudnia, nadciągają czarne chmury.
Wracamy do hotelu, gdzie znajdujemy informację o godzinie transferu do Ammanu. Lekki niepokój budzi tylko informacja, która przeznaczona była dla osób wyjeżdżających do Polski, że wylot odbędzie się z… Sharm El Sheik.
Pytając o to następnego dnia panią Annę W. - naszą rezydentkę, dostajemy odpowiedź, że pani Anna nic nie wie o naszym powrocie do Polski. Jednak już pierwszego dnia objazdu wiemy, że prawdopodobnie wylot odbędzie się z Sharm El Sheiku, z Egiptu, ale informacje dostarczone zostaną później (bilety mamy wystawione na wylot z Ammanu). Od tej pory formułka: "proszę państwa nie wiem, ale takie mam informacje z Triady" będzie nam towarzyszyć kilka razy dziennie. Zostajemy jednocześnie zapewnieni , że termin wylotu nie ulegnie zmianie, co było kłamstwem. Na boku rezydentka Triady skomentowała, że uczestnicy powinni się cieszyć, że to dodatkowa atrakcja, bo zwiedzimy jeszcze jeden kraj!
Do ostatniej chwili brak informacji w jakich hotelach będziemy zakwaterowani w poszczególnym miastach podczas przejazdu, mimo, że pytania o zakwaterowanie kierowaliśmy wielokrotnie już przed wyjazdem na wycieczkę jak i w trakcie. O miejscu noclegu dowiadywaliśmy się dopiero podjeżdżając pod hotel.
Hotele:
Warunki sanitarne w hotelu Arena w Ammanie - pierwszym na trasie objazdu w którym spędziliśmy dwie pierwsze noce - są powiedzmy "nieodpowiednie" (smród tanich perfum roznosił się w pokojach, pewnie miał zamaskować inny smród, który uniemożliwiał oddychanie na klatce schodowej!), no i od 3 rano zaczynała się hotelowa dyskoteka uniemożliwiająca wypoczynek. Tłumaczenie pilota: "Jordańczycy mają święto".
Jeszcze pierwszego dnia po kolacji mamy opłacić pakiet, na który składają się: opłaty związane z przekraczaniem granic, pakiet za wstępy do zwiedzanych obiektów, oraz napiwki. Razem 175 $ wg katalogu "Triady", który, jak wielokrotnie w ciągu objazdu podkreśla pan Krzyś D., jest obowiązującym załącznikiem do umowy.
Jednak kwota która ma być pobrana od każdego z uczestników to 216$ na osobę. Na pytanie z czego wynika różnica, pan Krzysiu odpowiada… "Proszę państwa nie wiem, ale takie mam informacje z Triady"
Nazajutrz ruszamy dalej, w Damaszku spędzimy 3 noce.
Grupa w autokarze dostaje od pilota informację, że będzie zakwaterowana w dwóch hotelach: "Petrze" i drugim bez wymienionej nazwy. Na miejscu okazuje się, że 39 osób zostało zakwaterowanych w hotelu "Afamia" o standardzie dwóch gwiazdek (informacja na szyldzie hotelu i w przewodniku Lonely Planet) a 7 osób - w tym nasza czwórka - w hotelu "Candels" o standardzie "hotel typu hotel".
Na pytanie dlaczego do ostatniej chwili nie znamy nazwy hotelu pada, a jakże odpowiedź… "proszę państwa nie wiem, ale takie mam informacje z Triady".
Warunki w hotelu "Candels" były poniżej dopuszczalnych norm sanitarnych (mamy fotki): brud, wilgoć, smród, brak ogrzewania choć temperatury w nocy spadały do ok. 6 stopni. Zimno uniemożliwiało zaśnięcie. Temperatura w pokoju ok. 12-15 stopni. Budynki w Damaszku nie są ocieplane. Do stołówki przechodziło się przez kuchnię, której warunki sanitarne pozostawiały wiele do życzenia, stołówka brudna: czarne ściany i brudne plastikowe krzesła. Na śniadanie gorący napój kawo podobny, chleb w folii i paciaja, pełniąca rolę dżemu. Pychota! Oglądaliśmy w hotelu inne pokoje, lecz nie różniły się standardem. W związku z tym podjęliśmy decyzję o zmianie hotelu na własny koszt na standard 3*, jaki teoretycznie był zagwarantowany w katalogu Triady - będącym załącznikiem do umowy imprezy.
Miło, czysto, ciepło, ale za 200$ ekstra
Dopłaty:
Na miejscu w Ammanie według katalogu uczestnicy wycieczki byli zobowiązania do uiszczenia opłaty w wysokości 175 dolarów na wstępy (120 USD), opłaty za lokalnych przewodników (20 USD),napiwki (15 USD), opłata wyjazdowa z terytorium Jordanii ok. 20 USD. Tymczasem pilot pobrał (tłumacząc to poleceniem Triady i tym, że rzekomo byliśmy o tym poinformowani przed wyjazdem) w sumie 216 dolarów/os: 124 USD za wstępy, 20 USD opłata za przewodników, 20 USD napiwki, 16 USD wiza libańska (brak informacji w opisie imprezy w katalogu), 16 USD tytułem dwukrotnego podatku wjazdowego i wyjazdowego z Jordanii, 20 USD tytułem opłaty dwukrotnego podatku wjazdowego i wyjazdowego z Syrii (mimo iż w katalogu znajduje się informacja, że opłata wyjazdowa z Syrii w wysokości 10 USD została wliczona w koszt całej imprezy).
Z wyliczeń naszych i innych uczestników koszty wstępów w przypadku opłacania biletów indywidualnie były dużo niższe (ok. 54 USD - faktyczne koszty potwierdzone po zakończeniu imprezy, w tym wstęp do miasta Anjaar w Libanie był darmowy z powodu święta), część osób zaproponowało zapłacenie opłat związanych z przekraczaniem granic, przewodnikami i napiwkami, deklarując opłacanie biletów wstępu indywidualnie. Pilot zagroził, że albo płacimy cały pakiet opłat (216 USD) albo mamy opuścić autokar na granicy jordańsko-syryjskiej. Przy tej okazji dowiedzieliśmy się, że indywidualne przekraczanie granic wiąże się z potencjalnymi problemami, bo przecież wpłacone przez nas pieniądze są przeznaczone m.in. na łapówki dla służb granicznych.
Pilot odmówił nam szczegółowego rozliczenia kosztów imprezy, tłumacząc, że przekazał wszystkie pieniądze lokalnemu kontrahentowi, co też było nie prawdą bo ostatniego dnia pobytu zwrócił na boku myśląc że nikt go nie widzi 60$ najbardziej awanturującemu się uczestnikowi.
W 6 dniu objazdu na granicy syryjsko-jordańskiej pilot ogłosił, że dostał właśnie informacje od lokalnego przewodnika, (który dosiadł się na granicy), że ta część grupy, która miała planowo wylecieć 10 grudnia z Ammanu o 15.10, ma wnieść dodatkową opłatę za wizę tranzytową w wysokości 15 USD z powodu skrócenia pobytu w Jordanii, spowodowanego zmianą miejsca i godziny wylotu na port lotniczy w Sharm El Sheik - Egipt na ok. 5.00 rano (10.12), co wiąże się z dodatkową podróżą promem z Akaby do Egiptu dnia poprzedzającego czyli 9 grudnia o 18.30. Pilot tłumaczył obowiązek uiszczenia dodatkowych 15 USD w różny sposób, wielokrotnie zmieniając wersję, najpierw, że właśnie rząd Jordański zmienił opłaty, potem, że gdy się przebywa krócej niż dwie noce lub trzy dni. Na własną rękę ustaliliśmy, że prawdziwa jest ostatnia wersja. A koszt wizy tranzytowej został spowodowany skróceniem naszego pobytu o jeden dzień. Zabrano nam ostatni nocleg w Aqabie. Tego już było za wiele, po raz kolejny nas oszukano, a ponadto niektóre osoby już nie miały pieniędzy. Poza tym nie chcieli my już dawać ani dolara do łapy panu Krzysiowi. Zaczęła się regularna okupacja autokaru, która zakończyła się po trzech godzinach. Uzgodniliśmy że wydelegowane osoby zapłacą za wizę bezpośrednio w kasie przejścia granicznego (o dziwo nikt nie chciał od nas łapówek, którymi straszył nas pan Krzyś).
Ostatniego dnia musieliśmy wstać o 6:30 żeby dostać się z Ammanu do Petry. Tym którzy nie byli wspomnę tylko, że Petra to najpiękniejszy zabytek w Jordanii, jest ogromna i cztery godziny jakie dostaliśmy na zwiedzanie, wystarczą tylko na pobieżne zwiedzenie miasta i to przynajmniej truchtem.
Ok. 18:00 dotarliśmy z Petry do Aqaby i mimo iż na promie do Taby mieliśmy być o 20:00, pan Krzysiu odmówił wypuszczenia ludzi z autokaru, żeby po blisko 12 godzinach mogli sobie kupić coś do jedzenia. Argumentował, że najpierw zbierzemy innych uczestników wracających do Polski z 3 hoteli i potem będzie przerwa. Zmiękł dopiero gdy jedna z uczestniczek zaczęła w histerii krzyczeć i płakać. Dostaliśmy ok. godziny.
Transfer do Egiptu
Zawieziono nas na południe Aqaby do małego przyhotelowego portu, z którego kursują szybkie małe promy do Taby. Pan Krzysiu wspomniał, że oczywiście w hotelu w Tabie czeka na nas gorąca kolacja.
Sceny na przystani, która była małym przejściem granicznym wyglądały tak jakby Jordania była w stanie wojny z jakimś, nie wiadomo jakim państwem.
Około setki smutnych, zrezygnowanych i zmęczonych ludzi, wyglądających jak uchodźcy pospiesznie pakowani do wszystkiego co pływa.
Najpierw zapakowano nasze bagaże na prom potem dosłownie je wyp…dolono na brzeg, bo Jordańczycy zaczęli się ze sobą kłócić. Okazało się że jest jakaś lista i będą nas okrętować razem z bagażami według tej właśnie listy. Rezydenci nie interweniowali, dosłownie wmieszali się w tłum. W międzyczasie osoba z naszej grupy uzyskała informacje, że nie pobiera się opłaty wyjazdowej z Jordanii drogą morską w wysokości 20$, która była opłacona i zagwarantowana przez "Triadę", jeżeli płaci się za wizę tranzytową, do zapłacenia której zmuszono nas dzień wcześniej.
Po ok. godzinie byliśmy w Tabie, po kolejnej godzinie po odprawie. Zdezelowany autokar, który podczas mijania innego autokaru prawie wypadł z drogi, dowiózł nas do… Nuweiby. A przecież pan Krzysiu obiecał, że gorąca kolacja będzie na nas czekała w Tabie.
Do Nuweiby dotarliśmy tuż przed północą. Wypakowano nasze bagaże, ten nie zrozumiały akt uprzejmości (przecież transfer na lotnisko jest za 40 minut) znalazł swoje uzasadnienie, kiedy pan Krzyś wrzasnął: "zapraszam osoby z paszportami po odbiór kluczy do pokoi !"
Zapytaliśmy po co, skoro za 20 minut ruszamy na lotnisko. Pan Krzysiu wytłumaczył że prawdą jest, że nie pośpimy, ale "Triada" chce o nas zadbać, żebyśmy się chociaż umyli. Odmówiliśmy, z obawy że firma w ten sposób zamierza nam zapewnić "nocleg" który mamy w umowie. Odmówiliśmy też przyjęcia "gorącej kolacji" w postaci dwóch gumowych bułek, serka i owocu zapakowanych w folię. Pan Krzysiu odmówił podpisania oświadczenia, że "Triada" nie zapewniła nam noclegu i nocnego wypoczynku, mówiąc że nie wie o co nam chodzi w końcu mamy zapewnione zakwaterowanie. Przyjął tylko kolejny, 3ci już odcinek reklamacji.
Ok. 3 nad ranem po prawie 21 godzinach bez snu i tylko 6 godzinach snu wcześniej (w zasadzie 3, bo od 3ciej nad ranem dyskoteka w hotelu). dotarliśmy na lotnisko w Sharm. O 5:30 do Polski zabrała nas nie sprzątniętym samolotem linia Lotus Air - spiryt of Idżipt. Może bym i trochę pospał ale nieszczęśnik w fotelu przede mną rozkładając oparcie dwa razy zmiażdżył mi kolana.. Centralwings to przy tej linii po prostu bussines class. Ponadto lecąc do Ammanu, mieliśmy prawo do zabrania 18kg + 6 kg bagażu podręcznego, a teraz tylko 15kg łącznie. Więc odprawa trwała bardzo długo, bo ludzie się przepakowywali się, lub porzucali wszystko co mogło zmniejszyć wagę: wieszaki, opakowania szklane, itp. Dopłata za 1 kg wynosiła 10 euro. Prawie wszyscy ukrywali swój bagaż podręczny, delegując kogoś do pilnowania plecaczków.
Nam się udało, bo dopłata za sprzęt nurkowy to tylko 20 euro i tyle zapłaciliśmy.
Jeszcze nigdy nie cieszyłem się tak z powrotu z wakacji, jak nigdy kocham swoją pracę i bardzo się cieszę że do niej wracam. No i mamy już prawnika, który poprowadzi naszą sprawę.
Życzę wszystkim więcej szczęścia w doborze biur, którym powierzacie organizację Waszych wakacji.

OdpowiedzPowrót do drzewa wątku

Odpowiedzi:


Powrót do wątkówOdśwież


Zgłoś problem z tą stroną »

Alfa Star biuro





© 2012 FORUM-TURYSTYCZNE.PL. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
strona główna | kontakt | reklama | linki | informacje dla branży turystycznej, hotelarskiej, gastronomicznej i transportowej