|
|
|
Wątek:
|
biuro turystyczne witours z bielska
|
|
Autor:
|
Czytelnik IP 83.26.84.*
|
|
Data wysłania:
|
2011-08-20 02:07
|
|
Temat:
|
biuro turystyczne witours z bielska
|
|
Treść:
|
Grecja Thassos Golden Beach - jakże piękne i urocze miejsce w porównaniu z ekipą która prowadziła cały ten burdel a dokładnie obóz młodzieżowy. Pierwsze co mogło nas spotkać to czekanie 2h w Bielsku na walizkach na autokar który szczęśliwie dowiezie nas do Grecji. Podróż w sumie spoko ale to co było na miejscu to totalna masakra. W pierwsze 3 dni jedzenie było na miarę surwiwalu, nawet sam Bear Grylls by się obrzydził. Picie to wiadro wody ze szklanką 5x rozcieńczonego soku brzoskwiniowego. Cały czas kasza i kasza. Kiedy nastąpiła zmiana kucharzy na szczęście można było jeść coś dobrego. Miłe małżeństwo gotowało coś z niczego bo tylko worek ziemniaków jakieś warzywa i makaron mógł im zaoferować Witorus. Opiekunowie pozostawiają sobie wiele do życzenia. Pani Wychowawczyni podeszła do nas spokojnie i na luzie ale pani kierownik robiła po prostu Getto z naszego campingu. Żadnego jedzenia przy stolikach obok przyczep, wchodzenia do przyczepy rówieśników oraz informowanie o wyjściu do sklepu oddalonego o 10m od przyczepy wychowawców. Oczywiście kiedy coś nie tak zostajemy obluzgani słowami "Jesteście jak ten wrzut na dupie", "Jesteście porąbani?"itp. Ciągły wrzask i krzyk o byle co. Kiedy graliśmy w karty na stołówce nagle wielce niewypoczęta pani kierownik drzemiąc sobie na leżaku obok wstała i zaczęła na nas się wydzierać o to że jak głośno jesteśmy i że ona spać nie może. Kiedy jedna osoba coś zwojowała cały obóz obrywał przez to nie byliśmy na połowie dyskotek i nie mogliśmy robić połowy rzeczy. Obowiązkowe uczestniczenie w dziecinnych grach, zawodach i innych pierdołach które wymyślała pani kierownik żeby "umilić nam czas" chociaż o 100x lepiej byłoby grać sobie w te karty po raz 1000 niż robić budowle z piasku. Brak ratownika też wdał się we znaki. Połowa obozu nie mogła sie ruszać na krok z campingu tylko grupka dziewczyn która szła sobie "pograć w kosza" wraz z córeczką kierowniczki która miała niby zapobiec jakimś nieprzyjemnym zdarzeniom. Tak mijał dzień za dniem aż po dzień apokalipsy czyli dzień wyjazdu. Wszyscy prócz 6 osób mogło wsiąść do autokaru bo najpierw brakło miejsca w luku bagażowym, a potem miejsca w autokarze. Grupa licząca 7 osób w tym jeden opiekun musiała jechać innym autokarem z innym biurem. Pociecha w tym że dotarliśmy od jakieś 5 może więcej godzin wcześniej bo autokar z resztą obozu czekał na panią rezydent z kaucją. Jechałem 3 raz z tego biura i nigdy się tak nie zawiodłem jak tym razem. Pozdrawiam Widmo Starej uprzykrzającej życie całemu obozowi. Podpisał Anonim.
|