|
|
|
Wątek:
|
Podawać czy nie podawać rybę maślaną?
|
|
Autor:
|
Czytelnik IP 83.11.61.*
|
|
Data wysłania:
|
2009-09-19 08:03
|
|
Temat:
|
Ryba maślana
|
|
Treść:
|
Prawie sie poplakalam ze smiechu przy tym wpisie, bo w dosadny sposob ktos okreslil cos co sie ze mna tez dzialo. Wyobrazacie sobie szok, ktory przezylam jako kobieta myslac, ze mam okres w kolorze intensywnej pomaranczy!!! Bo krople tluszcu wydobywajace sie ze mnie w tym wlasnie kolorze wydobywaly sie przy uchodzeniu gazow jedynie i to zostawalo jak wosk namuiszli, ze nawet po splukaniu woda nie schodzilo. Naprawde sie zastanawialam czy mi cos niepelklo w srodku, czy to nie zolc lub jeszcze cos. Juz sie nawet o zoltaczke podejrzewalam. Co ciekawe nie bylo ani goraczki, a ni torsji, ani nudnosci, nawet nie bylo rozwolnienia. Tylko takie wlasnie "oczka rosolowe' o konsystencji ni to oliwy, smaru, ni to wosku plynnego. Przerazilam sie nie na zarty. I gydyby nie moja fenomenalna lekarka, ktora mnie uspokoila i zanim jej powiedzialam o rybie maślanej, zapytala mnie czy jej przypadkiem nie jadlam, to bym pewnie nawet jakis nowotwor zacela weszyc. Ja kupilam to akurat w Karwii pare dni temu. Wisialo tam ostrzezenie, ze tej ryby nie mozna jesc w duzych ilosciach, bo powoduje zoladkowe problemy. Zapytalam czy to zart, na to Pani sprezdajaca ryby powiedzila, ze to nie zart, ze klienci sie skarzyli, ze chyba ryba byla zle uwedzona. A ona zapewniala ich, ze byla swiezo i dobrze uwedzona. Bo tu nie chodzilo o proces wedzenia, tylko jej sklad. Szczegolnie nie radzila jesc duzej ilosci i na noc. Ale ze wlasnie juz ja kupilam, wiec zaryzykowalam. No, cóż wiem już jak to jest. Pozdrawiam i odradzam kupno tej smacznej, ale zdradliwej przekaski. Magda
|