Forum turystyczneTurystyka forum
Biura turystyczne
Baza turystyczna
Turystyka biznesowa
Turystyka krajowa
Turystyka zagraniczna wyjazdowa
Transport
Gastronomia
Turystyka zagraniczna przyjazdowa
Turystyka na świecie
Inne związane z branżą
Temat dowolny




Forum grupa: Biura turystyczne

Wątek: Opinie o Klubie Podróży Horyzonty
Autor: Czytelnik IP 89.78.243.*
Data wysłania: 2007-04-30 20:45
Temat: Opinie o Klubie Podróży Horyzonty
Treść: Witam
czy moglibyście podzielić się swoimi wrażeniami z wyjazdów z tym organizatorem?

OdpowiedzPowrót do drzewa wątku

Odpowiedzi:

Opinie o Klubie Podróży Horyzonty [2017-04-03 21:04 46.238.243.*]
Tam gdzie ptaki zimują wyjazd w styczniu 2017r
W przeddzień wyjazdu otrzymaliśmy z biura informacje Ministerstwa Spraw Zagranicznych o możliwych kłopotach na terenie Gambii.
W pozostałej części listu poinformowani zostaliśmy ,że lokalny partner
nie widzi żadnego zagrożenia. Nie otrzymaliśmy także informacji o prawie do rezygnacji ze zwrotem kosztu.
Pojechaliśmy.
Ministerstwo miało rację - stolicę zamknięto , turystów próbowano ewakuować - my byliśmy już z dala od stolicy powrót niemożliwy.
Dalej dzięki pilotowi i organizatorowi jakoś kontynuowaliśmy wyjazd niestety ciągle wymuszając na organizatorze różne niezbędne rzeczy /noclegi , posiłki / Kompletny brak chęci , kompetencji lokalnego przedstawiciela organizatora co rusz powodował niesmaczne sytuacje. W efekcie wróciliśmy wcześniej / dwa dni /
Po powrocie wysłałem do biura email dziękując za w miarę jak na okoliczności poprawną ewakuację z fragmentami programu .
Zarzuciłem niestety również zaniedbania i słabości organizacyjne.
Po tygodniu ktoś z firmy zadzwonił i obiecał jakąś formę zadość uczynienia a że w rozmowie zapowiedziałem , że nie skieruję sprawy na drogę sądową to niestety był to ostatni kontakt z firmą mimo korespondencji kierowanej do Horyzontów.
Reasumując w zwykłej sytuacji biuro sobie radzi a pilot P.Kunysz ratuje sprawę zarówno kompetencją jak i poczuciem humoru.
Natomiast w sytuacji trudnej jest znacznie gorzej a po powrocie o zachowaniu klasy mowy już nie ma . Chyba przed wyborem tego biura trzeba się mocno zastanowić
odpowiedz »

Opinie o Klubie Podróży Horyzonty [2017-02-28 18:23 89.71.183.*]
Wybrałem wycieczkę z informacją o wolnych miejscach. Po wysłaniu formularza zgłoszeniowego.....cisza.....cisza..... . Następnego dnia na czacie obietnica "zadzwonimy dzisiaj do pana". Cisza.....cisza.... . Dochodzi 18:00. Dzwonię do Klubu Podróży Horyzonty. Głupie tłumaczenie i na koniec informacja, że nie ma już miejsc w samolocie, że mogę dopłacić ok 400 zł ekstra i polecę, że mogę sam polecieć..... .To tak żałośnie byle jakie . Ani słowa SORRY. Nie polecam odpowiedz »

Opinie o Klubie Podróży Horyzonty [2016-03-09 21:03 178.37.19.*]
Uganda - nie tylko goryle... wycieczka ma charakter przyrodniczy...Otóż nie. Wyjazd miał charakter ornitologiczny, powtarzam ORNITOLOGICZNY a nie przyrodniczy Jak byście się czuli (pytanie do nie ornitologów), gdybyście jechali w autobusie w upale (kierowca twierdzi, że klimatyzacji nie można włączyć, bo za gorąco) i co kilka kilometrów zatrzymywali się - bo na drutach telegraficznych czy krzakach pojawił się kolejny ptaszek. Nie po to, żeby ptaszka podziwiać czy sfotografować - nie można sfotografować czegoś wielkości wróbla z tej odległości - ale po to, żeby sprawdzić przez lornetki, czy nie jest to przypadkiem jeszcze nie zaobserwowany gatunek, a jeśli tak - skrzętnie zapisać go w notesiku. I następny, następny! Przecież po to tu przyjechaliśmy, prawda? Przez to ciągle zatrzymywanie przejazd znacznie się wydłuża i na miejsce kolejnego noclegu docieramy zwykle po zmierzchu. Mam nieodparte wrażenie, że zostaliśmy celowo dokooptowani do grupy, aby wyjazd ornitologów mógł dojść do skutku. A że to nie nasza bajka - kogo to obchodzi. Ważne, że zapłaciliśmy. Pod koniec wyjazdu mieliśmy tak serdecznie dość ptaków, że poważnie rozważaliśmy zlikwidowanie domowego karmnika. I chyba nie my pierwsi. Przemek Kunysz sam przyznał, że po powrocie z jednego z poprzednich wyjazdów taki wkręcony do grupy nie - ornitolog kopnął gołębia w d... Jakoś mnie to nie dziwi. Druga sprawa: ani w ;;;;; ani w Queen Elizabeth nie było prawdziwego safari. Bo nie jest safari przejazd przez park narodowy w kilkanaście osób autobusem, bez podnoszonego dachu i bez lokalnego przewodnika. Za to z zatrzymywaniem się koło każdego ptaszka. Kto był na safari, wie o czym mówię. W takich warunkach, zwłaszcza startując późno i z lodge położonej o ponad godzinę drogi od wjazdu do parku mamy dokładnie taka samą szansę zobaczyć słynne "climbing lions" z Ishasha, co własne uszy bez lusterka. Ale były też dobre chwile. Rejs po kanale po jeziorze Wiktorii miał jednak cechy rasowego safari, gdzie obiekt poszukiwań tropi się z determinacją i do skutku. Co prawda tylko dlatego, że obiekt ten był ptakiem - w tym przypadku trzewikodziobem. Bez zarzutu były rejsy organizowane przez miejscowych organizatorów: po kanale ;;;; oraz do wodospadów Murchinsona. No i trzeba nadzwyczajnego szczęścia, żeby obserwować cale stado szympansów czy goryli, na wyprzódki przybierających jak najbardziej fotogeniczne pozy. Doskonałym pomysłem było odwiedzenie polskiego kościoła w Nyabyeya - dzięki, Przemek. Miło wspominam trekking przez dżunglę Kibale. Dlatego, że lało jak z cebra i nie było żadnych ptaków. Reasumując: za brak rzetelnej informacji o ornitologicznym charakterze wyjazdu oraz za autobusowe quasi safari, dla Horyzontów CZERWONA KARTKA. A dla chętnych na wyjazd z Horyzontami rada: jedźcie z innym biurem. Jakimkolwiek. Gorzej raczej nie będzie, a może być taniej. odpowiedz »

Opinie o Klubie Podróży Horyzonty [2016-03-09 21:02 178.37.19.*]
Uganda - nie tylko goryle... wycieczka ma charakter przyrodniczy...Otóż nie. Wyjazd miał charakter ornitologiczny, powtarzam ORNITOLOGICZNY a nie przyrodniczy Jak byście się czuli (pytanie do nie ornitologów), gdybyście jechali w autobusie w upale (kierowca twierdzi, że klimatyzacji nie można włączyć, bo za gorąco) i co kilka kilometrów zatrzymywali się - bo na drutach telegraficznych czy krzakach pojawił się kolejny ptaszek. Nie po to, żeby ptaszka podziwiać czy sfotografować - nie można sfotografować czegoś wielkości wróbla z tej odległości - ale po to, żeby sprawdzić przez lornetki, czy nie jest to przypadkiem jeszcze nie zaobserwowany gatunek, a jeśli tak - skrzętnie zapisać go w notesiku. I następny, następny! Przecież po to tu przyjechaliśmy, prawda? Przez to ciągle zatrzymywanie przejazd znacznie się wydłuża i na miejsce kolejnego noclegu docieramy zwykle po zmierzchu. Mam nieodparte wrażenie, że zostaliśmy celowo dokooptowani do grupy, aby wyjazd ornitologów mógł dojść do skutku. A że to nie nasza bajka - kogo to obchodzi. Ważne, że zapłaciliśmy. Pod koniec wyjazdu mieliśmy tak serdecznie dość ptaków, że poważnie rozważaliśmy zlikwidowanie domowego karmnika. I chyba nie my pierwsi. Przemek Kunysz sam przyznał, że po powrocie z jednego z poprzednich wyjazdów taki wkręcony do grupy nie - ornitolog kopnął gołębia w d... Jakoś mnie to nie dziwi. Druga sprawa: ani w ;;;;; ani w Queen Elizabeth nie było prawdziwego safari. Bo nie jest safari przejazd przez park narodowy w kilkanaście osób autobusem, bez podnoszonego dachu i bez lokalnego przewodnika. Za to z zatrzymywaniem się koło każdego ptaszka. Kto był na safari, wie o czym mówię. W takich warunkach, zwłaszcza startując późno i z lodge położonej o ponad godzinę drogi od wjazdu do parku mamy dokładnie taka samą szansę zobaczyć słynne "climbing lions" z Ishasha, co własne uszy bez lusterka. Ale były też dobre chwile. Rejs po kanale po jeziorze Wiktorii miał jednak cechy rasowego safari, gdzie obiekt poszukiwań tropi się z determinacją i do skutku. Co prawda tylko dlatego, że obiekt ten był ptakiem - w tym przypadku trzewikodziobem. Bez zarzutu były rejsy organizowane przez miejscowych organizatorów: po kanale ;;;; oraz do wodospadów Murchinsona. No i trzeba nadzwyczajnego szczęścia, żeby obserwować cale stado szympansów czy goryli, na wyprzódki przybierających jak najbardziej fotogeniczne pozy. Doskonałym pomysłem było odwiedzenie polskiego kościoła w Nyabyeya - dzięki, Przemek. Miło wspominam trekking przez dżunglę Kibale. Dlatego, że lało jak z cebra i nie było żadnych ptaków. Reasumując: za brak rzetelnej informacji o ornitologicznym charakterze wyjazdu oraz za autobusowe quasi safari, dla Horyzontów CZERWONA KARTKA. A dla chętnych na wyjazd z Horyzontami rada: jedźcie z innym biurem. Jakimkolwiek. Gorzej raczej nie będzie, a może być taniej. odpowiedz »

Opinie o Klubie Podróży Horyzonty [2011-05-05 14:55 62.111.179.*]
Zaproponowana przez nich trasa nie zostala nalezycie przygotowana oraz przemyslana. Przewonik na miejscu, nie tylko nie znal miejscowosci oraz miejsc noclegowych, ktore odwiedzalismy, ale tez nie nie opracowal trasy pod wzgledem logistyczno-organizacyjnym, marnujac tym samym czas calej grupy. Wielokrotnie wykazal sie tez nieznajomscia podstawowych informacji o miejscach, ktorych odwiedzenie zawarte bylo w programie. UWAGA na zapis w programie "szczegoly mna miejscu"! okazywalo sie, ze przewodnik nie mial zadnego pomyslu na to, jak wypelnic czas i nieumiejetnie improwizowal w kwestii dostepnych atrakcji dopiero po dotarciu na miejsce. Do tego biuro za dodatkowa oplata 50 euro zaproponowalo sniadania, wiele bylo wliczonych w cene pokoju, ale o zwrocie nie bylo mowy! zwykle wyludzenie! Wyjazdy "gorkie" sa organizwaone sensownie, ale szczegolnie ostrzegam przed kierunkami azjatyckimi! odpowiedz »

Opinie o Klubie Podróży Horyzonty [2011-09-15 14:25 87.105.8.*]
Byłam na wyprawie Bałkańskiej.
TRASA:
Super. Bardzo ciekawa. Zrealizowana w 100 %
TRANSPORT:
Autobus:
Stary autobus Mercedes. Sprawnie działająca klimatyzacja.
Sprawny serwis - czytaj kawa, herbata
Czysta toaleta.
Czysty autobus.
Drobne usterki/awarie autobusu podczas pobytu. Kierowcy:
Mało rozważni kierowcy. Duża brawura. Hamowanie na ostrych zakrętach. W drodze powrotnej, po serpentynach w wysokich górach jechaliśmy bardzo szybko. Wyrzucało nas na sąsiedni pas.
NOCLEGI:
Możliwie najniższy standard.
Brudne pokoje. Zdewastowane toalety.
Bardzo nieprzyjemne.
PRZEWODNIK:
Duża wiedza.
Krótki przekaz najważniejszych informacji
Fantastyczna znajomość okolicy i trasy
Totalny brak poczucia humoru
Osobowość bardzo emocjonalna.
odpowiedz »

Opinie o Klubie Podróży Horyzonty [2010-11-20 11:50 78.30.97.*]
generalnie noclegi i organizacja dobra,ale wiele zależy od pilota.Niestety zdarzaja się"krewni i znajomi królika",którzy lekceważą klienta lub co gorsza próbują indoktrynować swoimi poglądami politycznymi,rasistowskimi lub hurrapatriotycznymi(a co klienta obchodzą czyjeś poglądy?).Są bardzo zróżnicowani jeśli chodzi o profesjonalizm,nieraz ewidentni dyletanci.Czasem próbują grać rolę"guru".Zaliczono już paru takich.Ale np.Afrykazwyczajne trekingi są prowadzone wzorowo. odpowiedz »

Opinie o Klubie Podróży Horyzonty [2015-10-17 17:48 83.31.221.*]
Zgadzam się w 100%. odpowiedz »

Opinie o Klubie Podróży Horyzonty [2016-03-09 21:05 178.37.19.*]
Uganda - nie tylko goryle... wycieczka ma charakter przyrodniczy...Otóż nie. Wyjazd miał charakter ornitologiczny, powtarzam ORNITOLOGICZNY a nie przyrodniczy Jak byście się czuli (pytanie do nie ornitologów), gdybyście jechali w autobusie w upale (kierowca twierdzi, że klimatyzacji nie można włączyć, bo za gorąco) i co kilka kilometrów zatrzymywali się - bo na drutach telegraficznych czy krzakach pojawił się kolejny ptaszek. Nie po to, żeby ptaszka podziwiać czy sfotografować - nie można sfotografować czegoś wielkości wróbla z tej odległości - ale po to, żeby sprawdzić przez lornetki, czy nie jest to przypadkiem jeszcze nie zaobserwowany gatunek, a jeśli tak - skrzętnie zapisać go w notesiku. I następny, następny! Przecież po to tu przyjechaliśmy, prawda? Przez to ciągle zatrzymywanie przejazd znacznie się wydłuża i na miejsce kolejnego noclegu docieramy zwykle po zmierzchu. Mam nieodparte wrażenie, że zostaliśmy celowo dokooptowani do grupy, aby wyjazd ornitologów mógł dojść do skutku. A że to nie nasza bajka - kogo to obchodzi. Ważne, że zapłaciliśmy. Pod koniec wyjazdu mieliśmy tak serdecznie dość ptaków, że poważnie rozważaliśmy zlikwidowanie domowego karmnika. I chyba nie my pierwsi. Przemek Kunysz sam przyznał, że po powrocie z jednego z poprzednich wyjazdów taki wkręcony do grupy nie - ornitolog kopnął gołębia w d... Jakoś mnie to nie dziwi. Druga sprawa: ani w ;;;;; ani w Queen Elizabeth nie było prawdziwego safari. Bo nie jest safari przejazd przez park narodowy w kilkanaście osób autobusem, bez podnoszonego dachu i bez lokalnego przewodnika. Za to z zatrzymywaniem się koło każdego ptaszka. Kto był na safari, wie o czym mówię. W takich warunkach, zwłaszcza startując późno i z lodge położonej o ponad godzinę drogi od wjazdu do parku mamy dokładnie taka samą szansę zobaczyć słynne "climbing lions" z Ishasha, co własne uszy bez lusterka. Ale były też dobre chwile. Rejs po kanale po jeziorze Wiktorii miał jednak cechy rasowego safari, gdzie obiekt poszukiwań tropi się z determinacją i do skutku. Co prawda tylko dlatego, że obiekt ten był ptakiem - w tym przypadku trzewikodziobem. Bez zarzutu były rejsy organizowane przez miejscowych organizatorów: po kanale ;;;; oraz do wodospadów Murchinsona. No i trzeba nadzwyczajnego szczęścia, żeby obserwować cale stado szympansów czy goryli, na wyprzódki przybierających jak najbardziej fotogeniczne pozy. Doskonałym pomysłem było odwiedzenie polskiego kościoła w Nyabyeya - dzięki, Przemek. Miło wspominam trekking przez dżunglę Kibale. Dlatego, że lało jak z cebra i nie było żadnych ptaków. Reasumując: za brak rzetelnej informacji o ornitologicznym charakterze wyjazdu oraz za autobusowe quasi safari, dla Horyzontów CZERWONA KARTKA. A dla chętnych na wyjazd z Horyzontami rada: jedźcie z innym biurem. Jakimkolwiek. Gorzej raczej nie będzie, a może być taniej. odpowiedz »

Opinie o Klubie Podróży Horyzonty [2016-03-09 21:04 178.37.19.*]
Uganda - nie tylko goryle... wycieczka ma charakter przyrodniczy...Otóż nie. Wyjazd miał charakter ornitologiczny, powtarzam ORNITOLOGICZNY a nie przyrodniczy Jak byście się czuli (pytanie do nie ornitologów), gdybyście jechali w autobusie w upale (kierowca twierdzi, że klimatyzacji nie można włączyć, bo za gorąco) i co kilka kilometrów zatrzymywali się - bo na drutach telegraficznych czy krzakach pojawił się kolejny ptaszek. Nie po to, żeby ptaszka podziwiać czy sfotografować - nie można sfotografować czegoś wielkości wróbla z tej odległości - ale po to, żeby sprawdzić przez lornetki, czy nie jest to przypadkiem jeszcze nie zaobserwowany gatunek, a jeśli tak - skrzętnie zapisać go w notesiku. I następny, następny! Przecież po to tu przyjechaliśmy, prawda? Przez to ciągle zatrzymywanie przejazd znacznie się wydłuża i na miejsce kolejnego noclegu docieramy zwykle po zmierzchu. Mam nieodparte wrażenie, że zostaliśmy celowo dokooptowani do grupy, aby wyjazd ornitologów mógł dojść do skutku. A że to nie nasza bajka - kogo to obchodzi. Ważne, że zapłaciliśmy. Pod koniec wyjazdu mieliśmy tak serdecznie dość ptaków, że poważnie rozważaliśmy zlikwidowanie domowego karmnika. I chyba nie my pierwsi. Przemek Kunysz sam przyznał, że po powrocie z jednego z poprzednich wyjazdów taki wkręcony do grupy nie - ornitolog kopnął gołębia w d... Jakoś mnie to nie dziwi. Druga sprawa: ani w ;;;;; ani w Queen Elizabeth nie było prawdziwego safari. Bo nie jest safari przejazd przez park narodowy w kilkanaście osób autobusem, bez podnoszonego dachu i bez lokalnego przewodnika. Za to z zatrzymywaniem się koło każdego ptaszka. Kto był na safari, wie o czym mówię. W takich warunkach, zwłaszcza startując późno i z lodge położonej o ponad godzinę drogi od wjazdu do parku mamy dokładnie taka samą szansę zobaczyć słynne "climbing lions" z Ishasha, co własne uszy bez lusterka. Ale były też dobre chwile. Rejs po kanale po jeziorze Wiktorii miał jednak cechy rasowego safari, gdzie obiekt poszukiwań tropi się z determinacją i do skutku. Co prawda tylko dlatego, że obiekt ten był ptakiem - w tym przypadku trzewikodziobem. Bez zarzutu były rejsy organizowane przez miejscowych organizatorów: po kanale ;;;; oraz do wodospadów Murchinsona. No i trzeba nadzwyczajnego szczęścia, żeby obserwować cale stado szympansów czy goryli, na wyprzódki przybierających jak najbardziej fotogeniczne pozy. Doskonałym pomysłem było odwiedzenie polskiego kościoła w Nyabyeya - dzięki, Przemek. Miło wspominam trekking przez dżunglę Kibale. Dlatego, że lało jak z cebra i nie było żadnych ptaków. Reasumując: za brak rzetelnej informacji o ornitologicznym charakterze wyjazdu oraz za autobusowe quasi safari, dla Horyzontów CZERWONA KARTKA. A dla chętnych na wyjazd z Horyzontami rada: jedźcie z innym biurem. Jakimkolwiek. Gorzej raczej nie będzie, a może być taniej. odpowiedz »


Powrót do wątkówOdśwież


Zgłoś problem z tą stroną »

ryba maślana


© 2017 FORUM-TURYSTYCZNE.PL. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu i zawartej w nim polityki cookies.
strona główna | kontakt | reklama | linki
Ta strona używa COOKIES. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki i akceptujesz regulamin strony. Szczegóły w regulaminie.
OK, zamknij